Choroby wewnętrzne
XIX stulecie przyniosło znaczące nazwiska w historii polskich nauk klinicznych, w tym interny. W pierwszej połowie tego wieku Maciej Józef Brodowicz, czerpiąc ze wzorców Starszej Szkoły Wiedeńskiej, stworzył nowocześnie prowadzoną klinikę lekarską UJ. Do dzisiaj zachował się zbiór ponad czterech tysięcy historii chorób, spisanych rękoma asystentów profesora w ciągu kilku dziesięcioleci.


Wielką osobowością był Józef Dietl (1804--1878), znakomity praktyk, uczony i organizator, patriota. Wykształcony w Wiedniu i przez długie lata związany z tym miastem, był jednym z najcelniejszych diagnostów w swoich czasach. W słynnych później Praktische Wahrenmungen jako pierwszy wyłożył zasady głoszone przez przedstawicieli przywoływanej już Młodszej Szkoły Wiedeńskiej. Przybywszy do Krakowa przeniósł na tutejszy grunt nowy i ożywczy sposób rozumienia problemów, jakie niosła ze sobą ówczesna medycyna. W historii medycyny jego nazwisko należy łączyć z wykluczeniem z terapii lekarskiej upustów krwi, które od epoki starożytnej były stale obecne w nauczaniu i postępowaniu lekarskim. Wykorzystując swoją doskonałą wręcz metodykę postępowania anatomopatologicznego udowodnił szkodliwość i bezzasadność stosowania upustów, które nie tylko nie przynosiły ulgi i poprawy stanu zdrowia, lecz niosły ze sobą ogromne niebezpieczeństwo dla życia pacjenta. Wykazał, że kołtun – zwany m.in. gwoźdźcem lub po łacinie plica polonica – nie jest uogólnionym schorzeniem organicznym, co od wieków przyjmowano za pewnik, lecz przejawem braku higieny. Podobne stanowisko w tej kwestii zajął wybitny okulista, Wiktor Feliks Szokalski, który przez lata interesował się „problemem kołtunowym”. W prof. Józefie Dietlu należy też widzieć twórcę nowoczesnej balneologii w Polsce, a z jego nazwiskiem łączy początek kilka miejscowości uzdrowiskowych, m.in. Rabka, Szczawnica czy Iwonicz.

 

Postacią, która zapisała się nie tylko w dziejach medycyny, lecz również w historii Polski, był doktor Karol Marcinkowski (1800-1846). W rodzinnym Poznaniu, wówczas pod pruskim zaborem, nie istniała wyższa uczelnia, stąd decyzja, by studia lekarskie odbyć w Berlinie. Po uzyskaniu stopnia doktorskiego powrócił do Poznania, gdzie otworzył prywatną praktykę, specjalizując się w chirurgii i położnictwie. Gdy wybuchło powstanie listopadowe wstąpił w szeregi insurgentów. Za udział w walkach odznaczono go krzyżem Virtuti Militari. Po upadku niepodległościowego zrywu znalazł się na emigracji, czynnie działając w środowisku Polonii. Nie zaniedbywał przy tym medycyny, pogłębiając swoją wiedzę z zakresu chorób zakaźnych, szczególnie cholery. Jego doświadczenie przydało się w rodzinnym mieścicie. Aresztowany przez Prusaków, jako niebezpieczny wywrotowiec, został zwolniony z więzienia po trzech latach, gdy w Poznaniu wybuchła epidemia cholery. Dzięki wiedzy i umiejętnościom Marcinkowskiego udało się w znacznym stopniu ograniczyć rozmiary tragedii. Od tej pory służył bez reszty społeczeństwu stolicy Wielkopolski, walnie przyczyniając się do powołania słynnego „Bazaru” czy Poznańskiego Towarzystwa Pomocy Naukowej, fundującego stypendia dla ubogiej, acz zdolnej młodzieży polskiej z ziem zaboru pruskiego.

 

 

1. Józef Dietl, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, stworzył nową dziedzinę medycyny – balneologię
2. Karol Marcinkowski – polski lekarz, społecznik i filantrop
3. Prof. Tytus Chałubiński – lekarz, patolog, balneolog, miłośnik przyrody


Ktokolwiek odwiedza Zakopane, wcześniej czy później, spotka się ze śladami bytności w tym kurorcie Tytusa Chałubińskiego (1820-1889), o którym pamięć w podtatrzańskich dolinach jest nadal żywa. Ten znakomity diagnosta, były profesor Szkoły Głównej Warszawskiej, uczynił z Zakopanego miejsce szczególne, gdzie z jednej strony rozpoczęto leczenie klimatyczne górnych dróg oddechowych, z drugiej zaszczepiono fascynację górami oraz sztuką i tradycją mieszkających tam ludzi. Był Chałubiński autorem znakomitej monografii Metoda wynajdywania wskazań lekarskich, w której prezentował, oryginalną na gruncie polskim, definicję choroby oraz podawał kierunki postępowania diagnostycznego.


Ma swoje miejsce w historii medycyny Edward Korczyński (1844-1905), prymariusz szpitala św. Łazarza, a od 1874 r. kierownik katedry patologii i terapii UJ, który był kontynuatorem idei Dietla oraz twórcą nowoczesnej szkoły klinicznej. Ten wnikliwy badacz zdołał jako jeden z pierwszych, opisać objawy zatoru tętnicy wieńcowej. Dzięki niemu zaczęto na ziemiach polskich stosować nitroglicerynę w leczeniu chorób układu krążenia. To właśnie za jego profesury wprowadzono, po raz pierwszy na dużą skalę, badania laboratoryjne i eksperymentalne jako stały element diagnozowania mechanizmów zjawisk patologicznych. Wśród uczniów, którzy w pełni rozwinęli swój talent pod okiem mistrza, był Antoni Gluziński (1856-1935), który już w 1897 r. otrzymał propozycję objęcia kliniki chorób wewnętrznych Uniwersytetu Lwowskiego i z szansy tej skwapliwie skorzystał. Kliniką kierował aż do 1919 r., kiedy otrzymał profesurę na Uniwersytecie Warszawskim. W obu tych ośrodkach stworzył znaczące szkoły internistyczne. Dużej wartości były prace Gluzińskiego związane z etiologią białaczek, w tym szczególnie jej postaci plazmatyczno-komórkowej. Zainteresowany schorzeniami układu pokarmowego, zajmował się m. in. metodyką wczesnego wykrywania raka żołądka, jak również właściwym poziomem kwasowości w samym żołądku. Był jednym z propagatorów zorganizowanej profilaktyki zdrowotnej. W 1908 r. stworzył we Lwowie, pierwszą na ziemiach polskich, poradnię i przychodnię przeciwgruźliczą.


Uczniem i następcą Korczyńskiego był Walery Jaworski (1849-1924), który stworzył podstawy nowoczesnej gastrologii. Napisał wysoko ceniony i nieustannie modyfikowany podręcznik chorób żołądka, pierwsze tej klasy opracowanie w języku polskim i jedno z najnowocześniejszych w ówczesnej Europie. Zaprezentował oryginalną klasyfikację chorób żołądka, zastosował nowoczesne metody diagnostyczne, w tym zdjęcia rentgenowskie wykonywane z zastosowaniem kontrastu oraz sondy. Podejmował pionierskie próby w leczeniu schorzeń nowotworowych żołądka, przy pomocy naświetlania zmian onkologicznych radem, pozyskanym wcześniej od Marii Skłodowskiej-Curie.

 

1.-8. Wyposażenie gabinetów lekarskich, szpitali i aptek, koniec XIX i początek XX w.

 

Pediatria
Mimo że już w epoce starożytnej zawracano uwagę na konieczność osobnego rozważania i leczenia schorzeń występujących u dzieci, przez stulecia mali pacjenci nie byli w szczególny sposób traktowani. Pierwsze znaczące zmiany nastąpiły w epoce oświecenia, lecz właściwy rozwój pediatrii przypadł na XIX stulecie. Na ziemiach polskich pionierami w tej dziedzinie nauk medycznych byli Maciej Leon Jakubowski (1837-1915) i Józef Brudziński (1874-1917). Pierwszy z nich stanął na czele nowo utworzonej katedry i kliniki pediatrii UJ. Dzięki jego staraniom, przy wsparciu Marceliny ks. Czartoryskiej, w ciągu paru lat zebrano odpowiednie fundusze i w 1876 roku uroczyście otwarto pierwszy na ziemiach polskich, a trzeci w Europie szpital dziecięcy (pod wezwaniem św. Ludwika). Z czasem wokół Jakubowskiego zgromadził się zespół lekarzy, którzy poświęcili się chorobom dziecięcym.

 

Tak jak nazwisko Jakubowskiego łączy się ze szpitalem św. Ludwika, tak postać Brudzińskiego wiąże się z dwoma szpitalami pediatrycznymi – w Łodzi i arszawie. Ten światły lekarz przeszedł do historii medycyny jako badacz odruchów neurologicznych, których znaczenie miało i nadal ma swoje miejsce w diagnostyce klinicznej. Dzięki wnikliwej obserwacji zdołał opisać charakterystyczne odruchy, występujące w zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych. Przeszły one do diagnostyki lekarskiej pod nazwą objawów Brudzińskiego i stały się przedmiotem szerokiej dyskusji w światowej literaturze lekarskiej. Brudziński był również autorem oryginalnej metody zwalczania zakażeń bakteryjnych w przewodzie pokarmowym, które leczył dzięki zastosowaniu szczepów bakterii antagonistycznych. W epoce, która nie znała środków farmakologicznych, mogących skutecznie takie zakażania przezwyciężać, rozwiązanie proponowane przez Brudzińskiego budziło najwyższy podziw i szacunek.

 

Edward Flatau – drugi z lewej – twórca nowoczesnej neurologii polskiej (po lewej) oraz Profesor Jan Piltz w ciągu dwudziestu lat rozbudował klinikę w neuropatologii i psychiatrii w Krakowie, na wzór kliniki psychiatrycznej w Monachium (po prawej)

 

Neurologia i psychiatria
XIX stulecie to czas kształtowania się nowoczesnej nauki o schorzeniach układu nerwowego, nauki często, chociaż nie zawsze i wszędzie łączonej ze schorzeniami psychicznymi. Wśród pionierów neurologii na ziemiach polskich należy widzieć Edwarda Flataua (1868-1932), ucznia znakomitych szkół: moskiewskiej (gdzie za mistrzów miał wybitnych badaczy, neurologa Aleksieja Kożewnikowa i psychiatrę Siergieja Korsakowa) oraz berlińskiej, z takimi sławami światowej medycyny, jak Heinrich Wilhelm Waldeyer, Emanuel Mendel czy Hermann Oppenheim. W stolicy Niemiec Flatau przygotował, opracował i opublikował w 1896 r. monografię poświęconą anatomii mózgu ludzkiego – Atlas des menschlichen Gehirns und des Faserverlaufes; wydawnictwo przez parę dziesięcioleci służyło za niedościgniony wzór wielu lekarzom i przyrodnikom. Bardzo wysoką ocenę pracy Flatau’a wystawił, często z tej pracy korzystający, Zygmunt Freud.


W 1899 r. Edward Flatau uzyskał w Moskwie doktorat nauk medycznych, na podstawie rozprawy O ekscentryczności układu długich włókien w rdzeniu kręgowym, w której prezentował jedną z najważniejszych, odkrytych przez siebie reguł w budowie rdzenia kręgowego. Uczony wykazał, że im dłuższe jest włókno nerwowe, tym wyraźniej biegnie ono w kierunku obwodu. Jest to tzw. prawo Flatau’a. W tym samym roku złożono mu propozycję objęcia katedry neurologii w Buenos Aries, lecz świeżo upieczony doktor zdecydował się na Warszawę. Odtąd na trwałe związał swoje losy z tym miastem, w którym od 1904 r. aż do śmierci pełnił obowiązki ordynatora oddziału neurologicznego w szpitalu starozakonnych na Czystem. To miejsce stało się ośrodkiem znakomitej szkoły lekarskiej. Flatau prowadził wieloletnie badania nad migreną oraz podłożem neurologicznym chorób psychicznych, opisując wiele istotnych w diagnostyce klinicznej objawów.


W Warszawie w tym samym czasie działał inny znakomity lekarz, Samuel Goldflam (1852-1932). Absolwent Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego studia uzupełniające odbył w Berlinie u Karla Westphala i w Paryżu, pod kierunkiem „ojca neurologii klinicznej” Jeana-Martina Charcota. Uznawany za jednego z najbieglejszych diagnostów swoich czasów, z poświęceniem i oddaniem służył wszystkim chorym, bez względu na status społeczny, majętność czy wyznanie. To dzięki jego inicjatywie doszło do powstania znanego powszechnie Zakładu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów „Zofiówka” w Otwocku. Koneser sztuki, chętnie wspomagał finansowo młodych artystów. Dzięki pieniądzom Goldflama mógł rozpocząć karierę Artur Rubinstein, jeden z największych pianistów epoki. Nazwisko Goldflama zostało utrwalone w kanonie diagnostyki lekarskiej, gdy mowa o powszechnie wykonywanym wstrząsaniu okolicy nerkowej w trakcie ustalania ogniska stanu zapalnego. Jest to badanie w kierunku tzw. objawu Goldflama. Warszawski lekarz opisał w 1902 r. objaw apokamnozy, czyli wyczerpania się siły kurczliwej mięśni, jako patognomoniczny dla miastenii (osłabienia mięśni szkieletowych). Miał też istotny wkład w opisie charakterystycznego objawu blednięcia grzbietowej części stopy w chromaniu przestankowym (objaw Goldflama-Oehlera).


Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej powstała na wydziale lekarskim UJ klinika neuropatologii i psychiatrii, którą objął, wykształcony w Szwajcarii, Jan Piltz (1870-1930). Energiczny, wyśmienity organizator, korzystając z najlepszych zachodnich wzorców, doprowadził do wzniesienia jednego z najnowocześniejszych kompleksów szpitalnych. Międzynarodowy rozgłos zyskał dzięki znakomitym pracom, poświęconym odruchom źrenicznym – fizjologicznie poprawnym i powstałym na skutek zmian patologicznych. Wśród nich poczesne miejsce zajmuje odruch Westphala-Piltza, polegający na zwężeniu źrenicy podczas zaciskania powiek, który jest zgodny z fizjologią prawidłową. Z kolei tzw. odruch neurotoniczny Piltza, gdzie w silnym oświetleniu źrenica zamiast się kurczyć ulega wyraźnemu rozszerzeniu (dlatego też bywa określany jako odruch paradoksalny Piltza), występuje przy kile III-rzędowej. Piltz był jednym z pierwszych na ziemiach polskich, który podjął problem psychozy wojennej. Miał też znaczący udział w kodyfikacji prawa karnego, wprowadzając doń nową definicję niepoczytalności.

 

Problemy zaburzeń psychicznych były obecne w ludzkich społecznościach od zawsze. Informacje o nich odnajdujemy w tekstach utrwalonych w piśmie klinowym i hieroglifach. Niemniej jednak ich natura pozostawała nieznana, a osoby chore i cierpiące stanowiły problem przede wszystkim społeczny i obyczajowy, w niewielkim stopniu będąc przedmiotem rozważań, bezsilnych wobec tych chorób, lekarzy. Jeszcze w XVIII stuleciu dominował pogląd, że jedynym sposobem terapii jest ścisła separacja. Stąd ówczesne szpitale dla „obłąkanych”, jak określano chorych psychicznie, w niewielkim tylko stopniu różniły się od więzienia. Dopiero schyłek oświecenia przyniósł zmianę. Francuski lekarz Phillipe Pinel nakazał zdjąć łańcuchy z nóg i rąk powierzonych mu chorych, starając się stworzyć podstawy dla rzetelnej diagnozy i terapii.


Rozwój psychiatrii jako dyscypliny naukowej nastąpił dopiero w XIX w. i postępował wraz z rozwojem neurologii. Podobnie było na ziemiach polskich. W Krakowie, w szpitalu św. Ducha, jeszcze w pierwszej połowie stulecia objęto specjalną opieką osoby psychicznie chore. Nowoczesny pawilon kliniczny dla umysłowo chorych powstał pod koniec lat 70. przy szpitalu św. Łazarza. Jego prymariuszem został Gustaw Neusser, który niebawem udał się jednak do Lwowa, gdzie w pobliskim Kulparkowie otwarto nowoczesny zakład psychiatryczny. W Krakowie go zastąpił godnie Karol Żuławski.


W początkach XX w. ukształtowały się na ziemiach polskich trzy silne ośrodki psychiatryczne: krakowski – z Janem Piltzem, lwowski – z Henrykiem Halbanem (1870-1933) i warszawski – z Janem Mazurkiewiczem (1871-1947). Największy rozwój tych ośrodków przypadł na lata po I wojnie światowej, niemniej jednak już wówczas powstawały znaczące prace, tworzono pierwsze istotne koncepcje badawcze, jak chociażby pojęcie afazji gestowej, wprowadzone do światowej psychiatrii przez Mazurkiewicza w 1901 r.

 

Chirurgia
Chirurgia, tak przecież fundamentalna dla medycyny, przez stulecia pozostawała poza nią. Zepchnięta do poziomu rzemiosła, pozbawiona należnego jej miejsca w nauczaniu akademickim, borykająca się z brakiem skutecznych metod walki z bólem oraz koszmarnym widmem zakażeń była ledwie tolerowana przez lekarski ogół. Na ziemiach polskich zmiana nastąpiła dopiero po utworzeniu pierwszej katedry i kliniki chirurgii, wraz z decyzją o przekazaniu ich w ręce Rafała Józefa Czerwiakowskiego (1743-1816). Wykształcony na włoskich wzorcach, okazał się sprawnym organizatorem i zdolnym operatorem. Pozostawił po sobie sześciotomowy podręcznik – Narządy powszechnego opatrzenia chirurgicznego (1816-1817), pierwsze tej klasy polskie opracowanie przedmiotu.


Wybitnym lekarzem okazał się Ludwik Bierkowski (1801-1860), który od 1830 r. aż do śmierci stał na czele katedry i kliniki chirurgii UJ. Urodzony w Poznaniu, studia odbył w Berlinie, mając tam za mistrzów znakomitych operatorów, twórców niemieckiej szkoły chirurgicznej – Rusta, Graefego i Klugego. Już w trakcie nauki zwrócił na siebie uwagę wykładowców, a opublikowany przezeń, niedługo po uzyskaniu dyplomu, atlas anatomiczno-chirurgiczny, będący jednym z najlepszych opracowań technik chirurgicznych tamtej epoki, przyniósł mu spory rozgłos – Anatomisch-Chirurgische abbildungen nebst Darstellung und Beschreibung der chirurgischen Operationen nach den Methoden von v. Graefe, Kluge und Rust von Ludwig Joseph von Bierkowski (1827 r.). Mając mocne poparcie Rusta, w wieku ledwie 29 lat otrzymał profesurę w Krakowie.

 

Ilustracja z atlasu anatomicznego Ludwika Bierkowskiego (po lewej), preparaty służyły zarówno dydaktyce, jak i badaniom naukowym, stanowiąc podstawę poszukiwań porównawczych (po prawej)

 

Bierkowski przeszedł do historii medycyny jako pierwszy na ziemiach polskich chirurg, który stosując eter znieczulił ogólnie pacjenta. Stało się to 6 lutego 1847 r. Stworzył bogaty, jeden z najlepiej wyposażonych w ówczesnej Europie, tzw. gabinet anatomopatologiczny. Na krakowski zbiór składały się preparaty suche (mumifikanty), konserwowane w spirytusie (czyli, jak to wówczas nazywano wyskoku), odlewy zmian chorobowych utrwalone w gipsie, modele woskowe oraz rysunki i obrazy olejne, ukazujące zmiany anatomopatologiczne. Preparaty służyły zarówno dydaktyce, jak i badaniom naukowym, stanowiąc podstawę poszukiwań porównawczych. Trzeba podkreślić, że to właśnie Bierkowski zadbał o stworzenie stałego, dobrze przemyślanego instrumentarium chirurgicznego, jak również wprowadził po raz pierwszy w Polsce, tzw. klinikę ruchomą.

 

Polegała ona na podróżach profesora wraz, asystentami i studentami, niekiedy daleko poza Kraków, by wśród okolicznej ludności przeprowadzać operacje, zwłaszcza rzadziej wykonywane lub bardziej interesujące z lekarskiego punktu widzenia. Warto pamiętać, że Bierkowski, jeszcze przed Tytusem Chałubińskim, odbywał wycieczki w Tatry w towarzystwie młodzieży akademickiej.


W Warszawie Aleksander le Brun (1803-1868), wychowanek warszawskiej i paryskiej uczelni, mający za wzorzec kliniki francuskie, postanowił zmienić porządki zastane przez niego na oddziale chirurgicznym w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Z dzisiejszego punktu widzenia jawi się wręcz nieprawdopodobnym, że na oddziale nie było zwyczaju dyżurowania, nie prowadzono w sposób stały dokumentacji chorobowej pacjentów, obchody (wizyty) lekarskie należały do rzadkości. Le Brun radykalnie to zmienił, wprowadzając po raz pierwszy nocne dyżury pielęgniarek. Historia zapamiętała nazwisko warszawskiego chirurga, jako tego, który idąc śladami Bierkowskiego zaczął stosować znieczulenie eterowe. Niewątpliwie jako pierwszy wykorzystał nowy wówczas anestetyk – chloroform, który wprowadził do użycia w swojej klinice. Stało się to w grudniu 1847 r. Le Brun jest także pierwszym lekarzem, który zastosował na ziemiach polskich sztywny opatrunek, wpierw krochmalowy, później gipsowy.

 

 

1. Inhalator do chloroformu lub eteru, 1901 r.
2. Maska do eteru, XIX w.
3. Opaska uciskowa do aorty brzusznej, XIX w.
4. Kleszcze do otwierania ust, 1904 r.

 

Miała Warszawa w XIX stuleciu i inne, znaczące w rozwoju chirurgii polskiej, nazwiska. Polikarp Girsztowt (1827-1877) był utalentowanym operatorem i jednym z pionierów urologii, której wyodrębnienia – jako osobnej dziedziny postępowania lekarskiego – domagał się wielokrotnie. Wybitnym chirurgiem był Julian Kosiński (1833-1914), autor nowatorskich na gruncie polskim operacji. Dysponował doskonałą techniką zabiegową, co w warunkach prymitywnych jeszcze metod i środków znieczulenia, pozwalało zmniejszyć dozę podawanych wziewnie anestetyków. Nie ulega wątpliwości, że dzięki temu w znacznym stopniu ograniczał powikłania okołooperacyjne u swoich pacjentów. Jako pierwszy na ziemiach polskich dokonał laryngektomii, czyli operacyjnego usunięcia krtani (1877 r.). Z powodu zmian nowotworowych wykonał, pionierską w historii polskiej chirurgii, nefrektomię (usunięcie nerki, 1884 r.), a także pierwszą resekcję trzustki – splenektomię (1896 r.). Z jego nazwiskiem wiąże się również upowszechnienie opatrunku listerowskiego, czyli zastosowania kwasu karbolowego (fenolu) w pierwszym postępowaniu antyseptycznym. Na ziemiach polskich pionierem w propagowaniu zastosowania kwasu karbolowego metodą Listera był piotrkowski lekarz Marian Wygrzywalski.

 

Jednym z największych chirurgów XIX w. był Jan Mikulicz-Radecki (1850-1905), absolwent wiedeńskiego wydziału lekarskiego, uczeń Theodra Billrotha, profesor chirurgii w Krakowie, Królewcu i Wrocławiu. Z Uniwersytetem Jagiellońskim związany był krótko, ledwie parę lat, lecz niewątpliwie wywarł wpływ na rozwój nowoczesnej chirurgii w podwawelskim grodzie. Nazwisko Mikulicza na trwałe związane jest z początkami światowej gastroskopii.

 

Urządzenie do rozpylania karbolu, lata 70. XIX w. (po lewej) oraz strzykawka, XIX w. (po prawej)

 

Będąc jeszcze w stolicy Habsburgów zaprojektował i zastosował pierwszy sztywny endoskop. Przy pomocy tego urządzenia wykonał pionierski na świecie zabieg na przewodzie pokarmowym, bez konieczności użycia skalpela. W okresie wrocławskim inspirował
i nadzorował prace swojego asystenta, Ferdynanda von Sauerbrucha, nad specjalnymi komorami niskiego ciśnienia, dzięki którym możliwe stały się operacje na otwartej klatce piersiowej. Tym samym należy postrzegać Jana Mikulicza jako jednego z pionierów światowej torakochirurgii. Miał doskonałe wyniki w dziedzinie gastroenterologii, wprowadzając wiele nowatorskich metod, z których część stosuje się do dziś. To również jemu zawdzięczamy istotne i nowatorskie rozwiązania, dotyczące wprowadzenia i utrzymania zasad aseptyki. Rękawiczki, jedwabne maski chroniące usta i nos lekarza, tak dzisiaj oczywiste i jednoznacznie kojarzące się z medycyną, są pomysłem Mikulicza. Do teraz w instrumentarium spotykamy kleszcze zaciskowe homeostatyczne, które ich konstruktor określił mianem klem Mikulicza, a obecnie są nazywane kleszczykami Mikulicza lub po prostu Mikuliczami.


Z ośrodkiem krakowskim, później przez wiele lat z lwowskim, związał swoje losy Ludwik Rydygier (1850-1920), wykształcony na niemieckich uniwersytetach w Greifswaldzie, Berlinie i Strassburgu. Samodzielną karierę chirurgiczną zaczynał od własnej, prywatnej kliniki w Chełmnie. Tam w 1880 r. przeprowadził, jako drugi na świecie, resekcję odźwiernika żołądka. Pierwszy taki zabieg wykonał francuski chirurg, Jules Pean, lecz nie pozostawił żadnego opisu i – poza krótkim doniesieniem – nic bliższego na ten temat nie wiadomo. Rydygier działał z dużą precyzją, wedle z góry powziętego planu. Można zatem przyjąć, że to polski chirurg pierwszy opracował dokładną metodykę postępowania w takich przypadkach. Zabieg, wykonany przez Rydygiera z całym kunsztem nie zakończył się sukcesem, mimo że trudno byłoby dopatrzeć się w postępowaniu chirurga błędu. Niestety parę godzin po operacji wybudzony już pacjent zmarł wskutek wstrząsu pozabiegowego. Znakomity wiedeński chirurg, Theodor Billroth, wykorzystując w pewnej modyfikacji rozwiązanie Rydygiera, kilka miesięcy później z powodzeniem usunął odźwiernik. Od tego momentu trwał spór o pierwszeństwo we wprowadzeniu tej metody do medycyny. Dzisiaj nie ulega już wątpliwości, że udział Ludwika Rydygiera był w tym przypadku decydujący.

 

 

1. Ilustracja przedstawiająca zabieg operacyjny usunięcia kamieni z pęcherza moczowego, 1846 r.
2. Profesor Ludwik Rydygier, jeden z najwybitniejszych światowych chirurgów
3. Ilustracja przedstawiająca trepanację czaszki, 1846 r.

 

Katedrę i klinikę chirurgii UJ Rydygier objął po odejściu Mikulicza do Królewca. Spędził tu dziesięć lat i trwale zapisał się w dziejach wydziału lekarskiego. Dzięki jego staraniom zdołano zebrać odpowiednie fundusze i rozpocząć budowę nowoczesnego gmachu, który od charakterystycznego, jasnego koloru tynkowania zwykło się określać „białą chirurgią”. Otwarcie budynku zbiegło się w czasie z inauguracją I Zjazdu Chirurgów Polskich. W 1897 roku Rydygier opuścił Kraków, przyjmując propozycję objęcia katedry i kliniki we Lwowie. Stworzył tam jeden z najważniejszych ośrodków chirurgicznych w historii polskiej medycyny.


Następcą Rydygiera na UJ obrano wówczas Alfreda Obalińskiego (1843-1898), wysoko cenionego, chętnie poszukującego nowych rozwiązań lekarza, wieloletniego prymariusza oddziału chirurgicznego w szpitalu św. Łazarza w Krakowie. Obaliński zyskał zasłużony rozgłos, gdy w 1896 r., we współpracy z prof. Karolem Olszewskim wykonał pierwsze na ziemiach polskich zdjęcie rentgenowskie. Z tego powodu nazwisko krakowskiego chirurga powinno padać zawsze wtedy, kiedy mówi się o początkach radiologii w Polsce.

 

Obaliński miał również istotny wkład w rozwój nowoczesnych technik chirurgicznych, w tym oryginalne zastosowanie piłki Giglego w trepanacji czaszki. Był również jednym z inicjatorów powstania, pierwszego na ziemiach polskich, pogotowia ratunkowego. Niestety, profesor zmarł przedwcześnie, zaledwie parę miesięcy po objęciu kliniki.


Znaczącą postacią w polskiej chirurgii był Bronisław Kader (1863-1937). Z pochodzenia wilnianin, studia medyczne odbył w Dorpacie. Tam, pełniąc funkcję asystenta Ernesta von Wahla, wspólnie z nim opisał istotne objawy niedrożności jelitowej, co znalazło odzwierciedlenie w stosowanym do dzisiaj nazewnictwie (objaw Wahla-Kadera). Studia uzupełniające odbył w berlińskiej klinice chirurgicznej Ernsta Bergmanna; w 1891 roku znalazł dla siebie miejsce we wrocławskiej klinice Jana Mikulicza. To tutaj uzyskał veniam legendi na podstawie wysoko ocenionej rozprawy o kręczu szyi. W okresie wrocławskim Kader zaproponował i opisał własną metodę wykonania gastrostomii (odżywianie z pominięciem przełyku) (Kader Magenfistel). Imadło chirurgiczne jego pomysłu zyskało – mimo skomplikowanego rozwiązania technicznego – spore uznanie i było długo obecne w instrumentarium chirurgicznym (igłotrzymacz Kadera, Kader-Mathieu Nadelhalter). Był wyśmienitym operatorem, którego sława chirurgiczna wybiegała daleko poza granice ziem polskich.

 

 

1. Narzędzia do trepanacji, XVIII w.
2. Krakowskie pogotowie ratunkowe, 1895 r.
3. Proteza nogi, 1900 r.

 

Ginekologia i położnictwo
Choroby kobiece i problemy związane z ciążą oraz porodem stały się przedmiotem odrębnego zainteresowania lekarzy w starożytności. Łączono je wówczas z domeną działań chirurgów i tak pozostało przez tysiąclecia. Kiedy w Krakowie utworzono, w 1780 r., pierwszą klinikę położniczą, powierzono ją chirurgowi Rafałowi Józefowi Czerwiakowskiemu. Dzięki jego staraniom zorganizowane zostały fachowe kursy dla położnych, a z Wiednia sprowadzono niemałym kosztem, fantom, na którym profesor demonstrował uczennicom zasady odbierania porodu. Fantom nosił wdzięczną nazwę „maszyny babienia”. Wspominany Ludwik Bierkowski wyodrębnił, w ramach swoich wykładów, tematykę ginekologiczno-położniczą. Podobnie postępował Aleksander Le Brun. Jest zatem zrozumiałe, że pierwsi ginekolodzy i położnicy wywodzili się ze środowiska chirurgów, którzy decydowali się specjalizować w chorobach kobiecych. Chirurgiem był Maurycy Madurowicz, któremu w 1862 r. powierzono utworzoną wówczas katedrę i klinikę UJ. W ciężkich warunkach lokalowych Madurowicz operował, odbierał porody, wykładał, budując zręby pierwszej na ziemiach polskich szkoły ginekologiczno-położniczej. Profesor był zainteresowany zarówno zagadnieniami teoretycznymi, jak i praktycznymi. Jego pomysłu są kleszcze położnicze, znane jako kleszcze Madurowicza, a także specjalny balon do wypełniania wodą, stosowany przy porodach z tzw. łożyskiem przodującym.

 

Maurycy Madurowicz, wybitny ginekolog i położnik (po lewej) oraz Henryk Jordan, ginekolog i położnik, założyciel „ogrodów jordanowskich” (po prawej)

 

Następcą Madurowicza w Krakowie został Henryk Jordan, którego powszechnie uważano za jednego z najzdolniejszych położników epoki. Jordan poświęcił się reorganizacji kliniki, wprowadzając na stałe zasady aseptyki, wobec których jego poprzednik zachowywał daleko posuniętą powściągliwość. Pozostawił po sobie znakomite podręczniki, z których uczyły się pokolenia lekarzy i położnych. Jego nazwisko na stałe związało się z ideą wychowania fizycznego dzieci i młodzieży. Takie nazwy jak „Park Jordana” czy „ogródki jordanowskie” na dobre zadomowiły się w języku polskim, stając się synonimami mądrej i z sercem czynionej troski o przyszłość młodych pokoleń Polaków.


Uczniem Madurowicza był Antoni Mars, który nie objął katedry krakowskiej, lecz przyjął profesurę zaoferowaną mu przez uniwersytet lwowski. Bez wątpienia był jednym z prekursorów na ziemiach polskich szerokiego programu profilaktyki zdrowotnej kobiet. Prowadził rozległe badania nad niepłodnością i poszukiwał metod jej leczenia. Duży nacisk kładł na reżim antyseptyczny, dzięki czemu w wydatny sposób obniżył niebezpieczne zakażenia wśród pacjentek, położnic i niemowląt. Prof. Mars stworzył we Lwowie jeden z najnowocześniejszych w ówczesnej Europie ośrodków badawczych. Miał na czym budować, gdyż jego poprzednik, Adam Zygmunt Czyżewicz (1841-1910), jeszcze przed powstaniem wydziału lekarskiego we Lwowie, zbudował podstawy do rozwoju nauki położnictwa i ginekologii. Stanowisko prymariusza zakładu położniczego we Lwowskim Szpitalu Powszechnym oraz w latach 1872-1873 profesura w dziedzinie położnictwa w Instytucie Medyczno-Chirurgicznym, a później w Szkole Położnych, ugruntowały pozycję Czyżewicza w środowisku lekarskim.

 

Ilustracja przedstawiająca zabieg cięcia cesarskiego, 1840 r.

 

Był bacznym obserwatorem, krytycznie oceniającym przyjęte w medycynie sposoby postępowania klinicznego. Już wówczas wskazywał na szkodliwość powszechnie stosowanej metody przepłukiwania kwasem karbolowym jamy macicy po porodzie. Mylnie sądzono, że taka procedura ograniczy możliwość powstawania i rozwoju zakażeń. Czyżewicz postulował, słusznie jak wiemy dzisiaj, by pozostawić oczyszczanie się kanału rodnego siłom natury, ograniczając interwencję lekarską tylko do skrajnie niekorzystnych dla zdrowia i życia położnicy przypadków. Z wielkim znawstwem i dobrymi rezultatami wykonywał cięcia cesarskie, jakkolwiek w tamtych czasach był to zabieg wysokiego ryzyka. To właśnie dzięki niemu do położnictwa polskiego wprowadzono nowe techniki zabiegowe, m.in. cięcie sposobem Fritscha i cięcie zaotrzewnowe sposobem Porro. Jego syn, Adam Czyżewicz junior, będzie twórcą znakomitej szkoły ginekologiczno-położniczej w murach odrodzonego Uniwersytetu Warszawskiego w niepodległej już Polsce.


Pisząc o ginekologii i położnictwie nie sposób nie wymienić ojca i syna Neugebauerów. Ludwik Adolf Neugebauer (1821-1890) był profesorem położnictwa i chorób kobiecych w warszawskiej Akademii Medyko-Chirurgicznej. Jakkolwiek wykładowcą był raczej przeciętnym, to jednak miał znakomite przygotowanie praktyczne. Nazwisko Neugebauera wciąż przewija się w literaturze fachowej. Stało się tak za sprawą oryginalnej operacji stosowanej do dziś na całym świecie i nazywanej Neugebauer-Le Fort. Był wynalazcą różnych narzędzi, zwłaszcza wzierników pochwowych.


Pisał i publikował dużo. Jego syn, Franciszek Ludwik Neugebauer (1856-1914), od roku 1897 do śmierci w 1914 r. kierował oddziałem ginekologiczno-położniczym w Szpitalu Ewangelickim w Warszawie. Po ojcu odziedziczył talent chirurgiczny i szerokie zainteresowania badawcze. Wybiegały one nieraz daleko poza ginekologię i położnictwo, często dotykając zagadnień kojarzonych z ortopedią, anatomią i embriologią. Bez wątpienia był jednym z najbardziej doświadczonych i licznie cytowanych autorów w zakresie etiologii kręgozmyku oraz jednym z pionierów nowoczesnych badań obojnactwa. Publikował dużo i często w zagranicznych czasopismach.

 

Narzędzie ginekologiczne, XIX w.

 

Okulistyka
W 1827 r., dzięki fundacji testamentowej księcia Edwarda Lubomirskiego, powstał w Warszawie znakomity Instytut Oftalmiczny, pierwsza instytucja, której celem było niesienie pomocy wszystkim cierpiącym na schorzenia oczu. Rozkwit instytutu nastąpił w drugiej połowie XIX stulecia, gdy w 1870 r. Wiktor Feliks Szokalski (1811-1891) przeniósł go do nowego, doskonale wyposażonego budynku przy ulicy Smolnej.


Szokalski jest uważany za „ojca polskiej okulistyki”. Pierwsze lata medycyny ukończył na Uniwersytecie Warszawskim. Udział w powstaniu listopadowym i wojnie polsko-rosyjskiej zmusiły go do emigracji. Znalazł się na terenie Niemiec, w Wielkim Księstwie Hesji. Tu, w Giessen, kontynuował przerwaną naukę, wieńcząc ją doktoratem z medycyny, chirurgii i akuszerii. Później przebywał we Francji i ponownie w Niemczech. Publikował sporo, głównie po niemiecku i francusku. Zyskał renomę jako doskonały praktyk i teoretyk w dziedzinie badań funkcji narządu wzroku. Na początku lat 40. XIX w. zajmował się charakterystycznymi cechami widzenia barw u ludzi zdrowych i chorych. Badał mechanizmy mętnienia rogówki. W 1849 r. przedstawił oryginalną koncepcję dotyczącą natury mechaniki zmysłu wzroku, w której dowiodził istnienia ścisłego związku pomiędzy reakcjami na bodźce świetlne, a odczuwalnym wówczas napięciem mięśniowym. W późniejszym czasie starał się zbadać istotę postrzegania obrazu podczas marzeń sennych i określić mechanizm powstawania przewidzeń oraz halucynacji. Interesował się również wpływem kondycji psychicznej pacjenta na charakter zaburzeń funkcji widzenia i postrzegania. Do nowatorskich należały badania nad fantazjami wzrokowymi u osób ociemniałych.

 

Nie dziwi zatem, że rok później starał się o katedrę okulistyki UJ, zyskując w tym zamiarze poparcie krakowskiej uczelni. Niestety, Wiedeń nie zaakceptował kandydatury Szokalskiego z powodów pozanaukowych. Chodziło o jego powstańczą przeszłość i działalność emigracyjną.


W 1853 r. przyjęła go Warszawa, co też nie odbyło się bez kłopotów, ponieważ jako uchodźca polityczny utracił prawa obywatelskie, które należało mu przywrócić. Po załatwieniu formalności mógł w rodzinnym mieście otworzyć praktykę lekarską i rozpocząć pracę w Instytucie Oftalmicznym. Później stanął na czele kliniki ocznej Szkoły Głównej Warszawskiej, lecz po jej zamknięciu i utworzeniu Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego został przeniesiony z etatu profesorskiego na etat adiunkta, co było ewidentną szykaną ze strony zaborcy. Szokalski odszedł wówczas z uczelni.


W ciągu tych burzliwych lat i zmiennych losów zdołał zgromadzić wokół siebie znaczące grono lekarzy, którzy z dumą uznawali się za jego uczniów. Nie dziwi zatem, że do niego zwrócił się fizjolog i jeden z twórców nowoczesnej antropologii polskiej, Józef Majer, z propozycją napisania pierwszego polskiego podręcznika okulistyki. Taka była geneza powstania Wykładu chorób przyrządu wzrokowego u człowieka, którego oba tomy ukazały się w latach 1869-70.


Szokalski dbał o przeszłość rodzimej medycyny. Jego krytyczne opracowanie spuścizny naukowej Witelona stanowiło cenny wkład nie tylko do poznania dziejów polskiej nauki, lecz było również doskonałym punktem wyjścia do omawiania problemów jemu współczesnych. Pasje naukowe Szokalskiego wybiegały daleko poza okulistykę. Zainteresowany filozofią, w szczególności dylematami filozoficznymi na gruncie przyrodoznawstwa, zajmował się twórczością Jędrzeja Śniadeckiego i Tytusa Chałubińskiego, próbując własnych sił na tym polu.


Ten szeroki, śmiało rzec można renesansowy sposób pojmowania medycyny jako ścisłego związku nauki i sztuki, zaszczepił Szokalski swoim uczniom, zwłaszcza Zygmuntowi Kramsztykowi, twórcy znakomitego czasopisma „Krytyka lekarska” i Stanisławowi Kośmińskiemu, którego Słownik lekarzów polskich do dzisiaj służy za źródło informacji o minionych pokoleniach medyków.

 

Na Uniwersytecie Jagiellońskim pierwszym profesorem okulistyki mianowano, w 1851 r., Antoniego Sławikowskiego (1796-1870). Przez blisko dwadzieścia lat, aż do śmierci, stał na czele krakowskiej okulistyki, borykając się z ogromnymi kłopotami lokalowymi i finansowymi. Następcą Sławikowskiego został Lucjan Rydel (1838-1895), syn znanego poety, wywodzący się ze znakomitej austriackiej szkoły Carla Ferdinanda Ritter von Arlta. Czas jego profesury upłynął pomiędzy staraniami o uzyskanie godziwych pomieszczeń klinicznych, co nadal stanowiło poważny problem w rozwoju krakowskiej okulistyki, a badaniami naukowymi i dydaktyką. Rydel był klinicystą wszechstronnym, niemniej najwięcej uwagi poświęcił diagnostyce i leczeniu zaćmy oraz postępowaniu klinicznemu w schorzeniach zwyrodnieniowych rogówki, mając na tym polu znaczące osiągnięcia. Następcą Rydla został Bolesław Wiktor Wicherkiewicz (1847-1915), wychowanek uniwersytetów w Berlinie, Wrocławiu i Wiesbaden, dopełniał edukacji w najlepszych ośrodkach francuskich i angielskich. Był twórcą znaczącej na arenie międzynarodowej szkoły. Jego zainteresowania naukowe koncentrowały się wokół przyczyn oraz rozwoju stanów zapalnych spojówki i rogówki. Prowadził liczne badania nad zastosowaniem nowoczesnych wówczas leków w okulistyce, m. in. kokainy, pilokarpiny, aspiryny, salwarsanu i nowokainy.

 

Wiktor Feliks Szokalski – ojciec polskiej okulistyki (po lewej) oraz zespół kliniki okulistycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, 1916 r. (po prawej)

 

Medycyna sądowa
Medycyna sądowa jest szczególną dziedziną nauk lekarskich łączącą zarówno zróżnicowaną wiedzę medyczną, prawniczą, jak i dobrą znajomość metod śledczych. Jakkolwiek problematyka sądowo-lekarska była obecna w pracach wielu autorów – począwszy od czasów starożytnych – to jeszcze pod koniec XVIII w. nie było zgodności co do tego, czy należy tę tematykę w szczególny sposób wyróżniać. Dlatego dość często wykłady z medycyny sądowej odbywały się w ramach zajęć z innych przedmiotów akademickich.


Pierwsza katedra medycyny sądowej, jaka powstała w 1804 r. na ziemiach polskich, została utworzona w Krakowie. Wykładano tam m.in. przedmiot zwany wówczas „policją sądową”, obejmujący zagadnienia, które później stały się podstawą higieny lekarskiej. Cztery lata później uniwersytet wileński otworzył swoją katedrę, na wydziale akademicko-lekarskim w Warszawie powstała ona w roku 1813. We Lwowie katedra medycyny sądowej zostanie utworzona dopiero w 1898 r. Należy jednak podkreślić, że ten przedmiot był wykładany już od 1805 r. przez kilkadziesiąt lat najpierw w niższej szkole lekarskiej, później na wydziale prawa Uniwersytetu Lwowskiego.


W pierwszej połowie XIX stulecia medycyny sądowej uczono korzystając głównie z podręczników niemieckich, chociaż nie zabrakło własnych prób prezentacji tego przedmiotu, czego dowodem stało się opracowanie krakowskiego profesora, Sebastiana Girtlera. Znaczącą postacią był w tej dziedzinie Fryderyk Hechel, żywo interesujący się również historią medycyny, której wykłady były mu powierzone.


W Warszawie do roku 1831, a zatem do zawieszenia działalności uniwersytetu, na polu medycyny sądowej odznaczył się Maurycy Woyde, który jako pierwszy na ziemiach polskich wykładał przedmiot nie tylko studentom medycyny, ale również słuchaczom wydziału prawnego. Po blisko trzech dziesięcioleciach przerwy, gdy reaktywowano polską uczelnię, w 1859 r. katedrę medycyny sądowej i policji lekarskiej otrzymał Andrzej Janikowski (1799-1864). Niestety, pogarszający się stan zdrowia zmusił go, zaledwie po trzech latach, do rezygnacji z pracy akademickiej. Zastąpił go Teofil Wisłocki. Andrzej Janikowski był uczonym formatu europejskiego. Spod jego pióra wyszedł pierwszy, liczący trzy tomy, polski podręcznik medycyny sądowej – Zasady dochodzeń sądowo-lekarskich (1845-1849).


W drugiej połowie XIX w. ośrodek krakowski zyskał dwóch wybitnych przedstawicieli medycyny sądowej: Leona Blumenstoka-Halbana (1838-1891) i Leona Wachholza (1867-1942). Blumenstok-Halban, jako pierwszy rodzimy medyk sądowy, publikował głównie w czasopismach niemieckich i austriackich. Powierzono mu opracowanie kilku rozdziałów w kanonicznym, liczącym cztery tomy, podręczniku Handbuch der gerichtlichen Medizin, redagowanym przez Józefa Maschkę. Tym samym nazwisko krakowskiego profesora znalazło trwałe miejsce w historii medycyny.


Jego wychowankiem i następcą został wspomniany Leon Wachholz, erudyta, wybitny znawca literatury niemieckiego romantyzmu
i tłumacz dzieł Goethego. Był prawdopodobnie najlepiej rozpoznawalnym polskim medykiem sądowym w świecie, a jego nazwisko
i teksty były cytowane w niemal wszystkich liczących się wówczas, opracowaniach przedmiotu, jego autorstwa. Podręcznik Medycyna sądowa, który doczekał się wielu wydań, uchodził za najnowocześniejsze, w tamtych czasach, rodzime opracowanie.


Lwowski ośrodek akademicki, o czym już wspomniano, stosunkowo późno zyskał własny wydział lekarski. Niemniej jednak, gdy w 1898 r. powołano katedrę medycyny sądowej, jej kierownictwo spoczęło w rękach wybitnego uczonego, Włodzimierza Sieradzkiego (1870-1941). Do historii medycyny przeszła wykonana wspólnie z Leonem Wachholzem, praca, poswięcona oryginalnej metodzie oznaczania hemoglobiny tlenkowęglowej we krwi. Sieradzki, w relatywnie krótkim czasie, zdołał zgromadzić wokół siebie zespół lekarzy, wprowadzając we lwowskim zakładzie najnowocześniejsze metody laboratoryjne i dydaktyczne. Szczególne zainteresowanie przejawiał zagadnieniami toksykologicznymi, zwłaszcza biochemicznym mechanizmem zatruć. Kierował lwowską katedrą przez 42 lata, do chwili tragicznej śmierci w lipcu 1941 r., kiedy na Wzgórzach Wuleckich został, wraz z innymi profesorami Uniwersytetu Jana Kazimierza, zamordowany przez Niemców.


Nie jest to pełen opis przeszłych dokonań lekarskiech na ziemiach polskich. Pozwala jednak z dumą spojrzeć na dorobek minionych pokoleń i utrwalać w pamięci ludzkiej imiona tych, których wiedzy, talentom i pracy tak wiele zawdzięcza współczesność.